poniedziałek, 6 lutego 2017

Nowy rok, nowy klub!

Po 3 latach przerwy postaram się kontynuować historię mojego biegania na orientację, zwłaszcza że w tym roku mija okrągła, 30 rocznica, pierwszego samodzielnego startu.
Jak pisałem w poprzednim poście, z wielu przyczyn, przeszedłem do nowo powstającej sekcji BnO w UNTS Warszawa. Pierwotnie nasza sekcja była oparta na uczniach mojej podstawówki pod opieką Beaty Wójcik oraz juniorów przechodzących z SKS Przyszłość Włochy.
Jak to zazwyczaj na Mazowszu bywało, zima upływała pod znakiem weekendowego biegania na mapie. W 1993 "modne" były świeże mapy na Białołęce, czyli Michałówek, Choszczówka-Niwka, Józefów. Ponadto południowe standardy, czyli Świder, Pogorzel Warszawska.
Na uwagę zasługuje jeden treningów, który pokazuje, że Warszawa i Polska była prekursorem zawodów sprinterskich i biegania w parkach miejskich - czyli trening na Warszawiance i w Parku Arkadia.

Zazwyczaj początek sezonu wyznaczony był przez Drużynowy Puchar Polski, czyli poprzednik Klubowych Mistrzostw Polski. W tym roku składał się z biegu dodatkowego oraz biegu głównego. I tyle bym pamiętał z tych zawodów.


W długi weekend majowy odbyły się Mistrzostwa Makroregionu, czyli w naszym wypadku było to Mazowsze i Warmia i Mazury. A do tego odbywały się eliminacje, ELIMINACJE, do Indywidualnych i Sztafetowych Mistrzostw Polski. 
Po pierwsze tak, eliminacje, na początku lat 90-tych było nas tylu, że do MP trzeba się było zakwalifikować. 
Po drugie tak, indywidualnych i sztafetowych. Początek lat 90-tych to czas kiedy jeszcze były rozgrywane tylko 2 biegi podczas każdych mistrzostw - Polski, Europy czy Świata. Bieg indywidualny, klasyczny oraz bieg sztafetowy. 
Zawody odbyły się na nowych dla Mazowsza terenach, terenach bardzo wymagających fizycznie i technicznie. Chrosna i Czarci Dół. W nowym klubie nie miałem wielu rówieśników, więc sztafety biegałem w kategorii MMM, czyli Młodzicy.



Rok ten to również odkrywanie nowych terenów i miejsc z BnO na mapie Polski. Tydzień po imprezie regionalnej po raz pierwszy wybraliśmy się na wschodnie wybrzeże Polski, do Suchacza. Później będzie to nasze miejsce na obozy letnie.

Wkrótce dalszy ciąg biegania 11-latka.

wtorek, 11 lutego 2014

Koniec zabawy w sport

Nadeszło ostatnie półrocze ze wstążkami. Zatem koniec zabawy w sport. Od następnego roku zaczynamy prawdziwą rywalizację.

Winny jestem jeszcze aktualizację do I półrocza 1992 roku. Po odnalezieniu kolejnego albumu udało się odnaleźć kilka. Brak dat na nich nie ułatwia zadania, ale kilka udało się dopasować.

Zimowy trening na Pogorzeli, start. Pomimo leżącego śniegu, wnioskuję po swoim stroju, że musiało być w miarę ciepło. To tylko trening, a jaka profesjonalna oprawa.


Następnie dla tych co byli w ostatnich latach. Możecie porównać jak bardzo zmieniły się okolice poznańskiej Malty. Mnie niestety nie było na MP, a tych zawodów też za bardzo nie pamiętam, więc nie dane mi porównania.


Jako, że poniższe zdjęcie włożone było razem z powyższymi, jest to niezbity dowód na to, że wielkiego żółtego misia wygrałem na Pucharze Najmłodszych 1992.


Uff, po krótkiej retrospekcji, wróćmy do dalszego ciągu roku 1992. Po Wawelu, bodajże w 2 samochody udaliśmy się ponownie do Szwecji, ponownie na O-ringen, który tym razem odbywał się całkiem niedaleko Sztokholmu. My jechaliśmy z Romanem S., który nadal czasami pojawia się na treningach czy zawodach.
Z wyjazdu utkwił mi w pamięci pomysł zrobienia dowcipu rodzicom. Zapakowałem się do bagażnika (hatchback, więc było jak oddychać :) ), aby ukryć się przed rodzicami. Wszyscy wsiedli do samochodu i jakby nigdy nic ruszyliśmy w drogę z centrum zawodów do miejsca zakwaterowania. Okazało się, że dowcip za bardzo się nie udał. Nie wiem jakim cudem, ale rodzice przyuważyli mnie jak wsiadam do bagażnika i zamiast się martwić, to szybko po przyjeździe na miejsce złapali za aparat i zrobili zdjęcie małej małpki w bagażniku. Jak tylko odnajdę ten album, postaram się wrzucić zdjęcie w następnym poście. Niektóre mapy są tylko we fragmentach, gdyż ich rozmiar przewyższał zdolności mojego skanera. Na poszczególnych etapach zajmowałem kolejno 58, 71, 20, 58, 114 i w klasyfikacji końcowej 58 miejsce.






Po powrocie ze Szwecji przyszedł czas na pierwszy w życiu samodzielny obóz. Akurat w tamtym czasie bardzo blisko współpracowaliśmy z mocną sekcją UWKS WAT Warszawa. Aby nabrać kolejnych doświadczeń pojechałem z WATem na obóz do Koszalina. Kolejne zapomniane miejsce na obecnej mapie Orientacji. Pamiętam był to obóz bogaty w doświadczenia.
Jako niejadek pozostawiony sobie sam, gdzie trenerzy wychodzili z założenia, że jak nie chcę jeść, no to trudno. To był czas kiedy nie było tak łatwo iść do sklepu kupić sobie chipsy czy ciasteczka. A trener, i słusznie, wychodził z założenia, że w końcu zacznę jeść. I był to obóz gdzie po raz pierwszy jadłem zupę mleczną z makaronem, z kaszą itp., jajecznicę i jeszcze parę innych rzeczy.
Był to również pamiętny obóz dla mojej ręki i pielęgniarki, która z nami była. Na jednym z treningów dość niefortunnie upadłem uszkadzając sobie nadgarstek. Oczywiście nikomu nic nie powiedziałem. Dopiero gdy mieliśmy jechać na popołudniowy trening ktoś przez przypadek zobaczył mój fioletowy, podwójny nadgarstek i natychmiast powiadomił kogo trzeba. Po pierwszym opieprzu od trenerów i od p. Grażynki, zaczęto zastanawiać się co począć. Jest sobota popołudniu, żadnego szpitala otwartego. Ale w końcu to wojsko. Szybko zorganizowano wizytę w szpitalu wojskowym, w samochód wojskowy i w drogę. Zdjęcie i... na szczęście okazało się, że to tylko wybicie stawu, więc obeszło się bez gipsu. Po powrocie do jednostki gdzie spaliśmy od razu chciałem grać z chłopakami w piłkę. Za jakieś 2-3 lata na kolejnym obozie ponownie sprawię p. Grażynce niespodziankę, tym razem z drugim nadgarstkiem. Z treningów najbardziej zaskakując jest ten poniższy - jako 10-latek biegałem grę szwajcarską. Niesamowite. A na koniec obozu, jak to w wojsku, trzeba było po sobie posprzątać.




No i nadszedł koniec lata i kolejna wielodniówka w Polsce. Tym razem w ostatni weekend sierpnia, 28-30.08., odbył się Puchar Śląska w okolicach Jeleniej Góry. Posiadane mapy były poobcinane lub niepełne zatem, aby być bardzo drobiazgowy, nazywały się one kolejno: Drugi Koniec Świata, Karpacz, Ucho Kiryka i odpowiednio miejsca 2, 1, 2 i w klasyfikacji generalnej ponownie 1.




Bardzo ciekawym elementem promocji zawodów były firmowe zdjęcia z nadrukiem nazwy zawodów. Taka oficjalna pamiątka do kupienia podczas ostatniego etapu.

 
Pod koniec września nastąpił wyjazd na Puchar Prezydenta miasta Lublina. W końcu odnalazłem swój zeszyt, w którym tata notował wszystkie moje starty. I nastąpiła mała rozbieżność. Chciałem napisać, że pierwszy start w Lublinie był moim 100-ym startem. Niestety okazuje się, że zapis startów wskazuje "100" podczas ostatniego etapu Pucharu Wawelu, a start w Lublinie jest nr 109. Postaram się odnaleźć brakujące mapy.
 

 
Kolejny weekend to powrót na domowe tereny i dwa starty, w tym jeden to Drużynowy Puchar Polski na Chrosnej. I jest to mój ostatni w życiu start na trasie M10N. Na pożegnanie z kategorią udało mi się wygrać.
 

 
Reszta startów odbyła się na terenie Mazowsza w ramach regionalnego kalendarza. Na uwagę zasługuje znakomity pomysł imprezy rozegranej na mapie Michałówek. Już do końca roku startowałem na trasach M11. Może jeszcze mała dygresja na temat mapy Choszczówka-Niwka. Była to mapa, na której nawet skala się nie zgadzała.
 



 
W związku z problemami finansowymi w mieście i dzielnicy podjęta została decyzja o przekazaniu młodzieżowej części sekcji do nowopowstającego Ursynowsko-Natolińskiego Towarzystwa Sportowego, w skrócie UNTS. I to właśnie barwy UNTSy reprezentowałem przez kolejne 4 lata: 1993-1996, przechodząc pod trenerskie skrzydła Beaty Wójcik.
 
A na koniec mały bonus. Tak w roku 1992 wyglądała moja wtedy- przyszła, a obecna żona, Patrycja.
 
 



sobota, 8 lutego 2014

Trening przynosi efekty

W tym poście będzie trochę odmiennie. Część map będzie wrzuconych nie chronologicznie oraz nie wszystkie mapy zeskanowałem ze względu na kilkukrotne ich wykorzystanie pod rząd.


Początek roku 1992 przyniósł po raz pierwszy udział w wielu zimowych treningach. Oznacza to, że mazowiecki cykl Zimowych Zawodów Kontrolnych już wtedy bardzo dobrze funkcjonował. W tym tak tradycyjnych już imprez, jak ZAW-OR czy Cross Bemowa. Zaczynamy od mapy, która może doczeka się reaktywacji. Może i zielono, ale za to całkiem blisko i na treningi jakoś da radę.


Następnie seria map już znanych i wybieganych. Pamiętacie jak pisałem, że dwie mapy, dwóch różnych terenów mają tą samą nazwę? No to widocznie ktoś się wtedy też zorientował i na dodruku nakładu mapy została dopisana nazwa "ZIELONA".






A teraz warszawski/polski pomysł na nową formę orientacji. Trzeba powiedzieć, że to nasz pomysł kupił IOF i szwedzi. W tym roku były pierwsze próby podyktowane potrzebą zrobienia mapy na zajęcia dla studentów. A późniejsze zawody szkolne w Warszawie, informacja o nich, która dotarła do IOFu, zapoczątkowała rozwój parkowego biegu na orientację, a następnie sprinterskiego biegu na orientację. Oprócz poniższych map biegaliśmy jeszcze na Poligonie dwukrotnie - raz w maju i raz w czerwcu.




Po całej zimie przygotowań, treningów na mapie przyszedł czas na sprawdzian. Pierwsze zawody ogólnopolskie.Najprawdopodobniej Drużynowy Puchar Polski. I niestety nie był to udany start. Trasę 2km biegałem 41minut. Nienajlepiej. Ale na usprawiedliwienie biegałem w kategorii M11.


Teraz nastąpiły zawody (9-10.05.), które obrazują liczbę zawodników BnO w ówczesnym czasie. Zawody te to Makroregionalne Mistrzostwa Młodzików. A zarazem dla starszych kategorii Eliminacje do Indywidualnych oraz Sztafetowych Mistrzostw Polski! Trudno to sobie obecnie wyobrazić, kiedy obecnie wystarczy się zgłosić. W latach późniejszych, gdy rozbudowywano MP o kolejne dystanse, eliminacje odbywały się dzień przed finałem - tak było w biegu krótkodystansowym, przemianowanym później na średniodystansowy. Na potrzeby tych zawodów zmapowany został ogromny kompleks leśny na ciągnący się od Warszawy do samego Legionowa. Kto wie, czy aby już w tym roku spora część tej mapy nie zostanie zaktualizowana!




Korzystając z nowych map zorganizowane zostały kolejne treningi, które generalnie miały przygotowywać do Mistrzostw Polski, a w moim przypadku do Pucharu Najmłodszych. W końcu to ostatni rok na trasach wstążkowych, ostatni rok w M10N czyli trzeba osiągnąć bardzo dobre wyniki.




I w końcu. Dość późno, ale rozpoczął się sezon startowy. Pierwszy wyjazd do Poznania, 13-14.06.92. Bieg indywidualny i sztafetowy. Ten drugi to pewnie znany niektórym teren. Wyobraźcie sobie zorganizowanie tutaj tras dla seniorów.




Tydzień później przyszedł czas na najważniejszy start w sezonie - Puchar Najmłodszych, 20-22.06, w okolicach Siedlec - Kisielany. Na uwagę zasługuje fakt wrysowania przebiegów niebieską linią przerywaną - to moja analiza biegu - to wg mnie był lepszy wariant do wykonania. Faktyczne przebiegi są linią niebieską ciągłą. Kilka faktów. Dwa biegi, dwa pierwsze miejsca. I po konsultacji z rodzicami - to jednak na tych zawodach wygrałem wielkiego, żółtego misia - którym aktualnie bawi się Zuzia. Na razie osiągane czasy nie są rewelacyjne:
 E1 - 2700m, 27:31
 E2 - 3000m, 25:21
 Ostatni bieg to sztafety w lesie w samych Siedlcach. Tutaj niestety brak przebiegów i brak analizy :).






Dalej wyjazd nad morze, czyli Grand Prix Polonia w okolicach Gniewina dokładnie tydzień później. Tutaj nie było tak łatwo, gdyż pamiętam, że ostatniego dnia na handicupie ścigałem się z reprezentantem gospodarzy na końcówce na polu. Trawa była tak wysoka, że nie była nas widać. Z mety było widać tylko uginającą się trawę informującą, że ktoś tam biegnie. Tacy buszujący w zbożu. Nie dałem się do końca i mogłem świętować kolejny sukces - drugi tydzień z rzędu.

Dodatkowo kilka faktów:

E1 - 3100m, 13:51
E2 - 3500m, 23:10
E3 - 2800m, 20:10







Tym razem specjalnie przekroczę granicę jednego półrocza w opowieści. Tydzień później, czyli w dniach 3-5.07 odbyła się kolejna trzydniówka - Puchar Wawelu w Bochni. Przy okazji odwiedziliśmy dalszą rodzinę ze strony taty. Chciałem dodać to w tym poście, gdyż seria była kontynuowana. O ile GPP udało mi się jeszcze dobre 10 lat później wygrać, o tyle w 1992 nastąpiło moje jedyne zwycięstwo w Pucharze Wawelu. Nawet udział w kategorii M21B w roku ubiegłym nie pozwolił na zapisanie się w annałach Wawelu. Na szczęście chociaż ten jeden raz pozwolił na znalezienie się na liście najlepszych.
 E1 - 2200m, 19:10
 E2 - 2400m, 25:12
 E3 - 2800m, 21:00






Pamiętam, że ciężko było odebrać nagrody, będąc tak małym szkrabem. Jako, że sponsorem imprezy była kopalnia soli w Bochni to nagrodą był dwupak soli do kąpieli - spora paczka ważąca około 3-4kg. Do tego szklany puchar z logo WKS Wawel. Do tej pory stoi i żyje. A na koniec dyplom. I jeszcze miałem jakoś sobie poradzić i przyjąć gratulację. Najbardziej obawiałem się o ten puchar.