Nauka u źródła

Gdzie najlepiej zacząć międzynarodową przygodę, jak nie w Szwecji. I do tego na Oringenie. W tym roku było ponad 20,5 tysiąca biegaczy. Jak zwykle drugie tyle stanowiły rodziny, kibice i przyjaciele.

Byliśmy, jak przystało na Oringen, całą rodziną - 4 osoby. Do tego "maluchem"! Bagażnik dachowy załadowany, miejsce pod nogami załadowane i w ten sposób wzbudzaliśmy ogólne zaciekawienie. Maluszek na szwedzkiej benzynie dawał sobie całkiem nieźle radę na autostradach.

Dla 8-latka to było niesamowite przeżycie. Zwłaszcza dzień, kiedy startowaliśmy w I grupie. Gdy wychodziłem na start na polanie było całkowicie pusto. Gdy wróciłem z trasy pole było wypełnione po brzegi. Pamiętam, że dobre 30 minut zajęło odnalezienie się i naszych rzeczy. Bardzo przydatny okazał się mostek nad dobiegiem, z którego próbowałem ogarnąć jak największą przestrzeń.

Ze startów pamiętam tylko tyle, że pomimo prostych tras, biegałem bardzo długo. Widać nie były takie proste dla dzieciaka z Polski. Trasy po około 2,4-2,6km biegałem po 80-90 minut.

Na tych zawodach dostałem też jeden z ważniejszych prezentów - mój pierwszy kompas. Płytkowy firmy SUUNTO.

W czasie przeprowadzki zaginęło mi gdzieś zdjęcie, które kupiliśmy w centrum zawodów z dobiegu etapu I lub II. Cały czas mam nadzieję, że w którymś pudle spokojnie leży i czeka na rozpakowanie.

A poniżej mapy ze wszystkich pięciu etapów.






I na zakończenie dowód, że tam byłem i dzielnie walczyłem :)


Oczywiście jako wielki fan marki, opaskę na głowę sponsorowaną przez Volvo, mam do tej pory!

Komentarze

Popularne posty